Przełęcz Gruszowiec leży przy DK28 między Limanową a Mszaną Dolną, więc auto zostawiasz kilka kroków od znaków i od pierwszych metrów idziesz w górę. Podejście prowadzi zacienionym stokiem północnym, po glinie, korzeniach i płytach piaskowca, i jest na tyle strome, że bywa nazywane ścianą płaczu; po deszczu buty z porządną podeszwą znaczą tu więcej niż kondycja. Kto woli równe tempo, podjedzie do Jurkowa i wejdzie od południa — dłużej, za to bez szarpania.
Z dziećmi lepiej sprawdza się nieznakowana droga różańcowa z Wilczyc: godzina do półtorej łagodnym podejściem w cieniu lasu, a zamiast znaków szlaku prowadzą kolejne kapliczki. Każdy wariant kończy się na Polanie Michurowej, dawnej hali pasterskiej — jeszcze na początku lat 90. stały tu trzy szałasy, po ostatnim został kamienny fundament, a polana do dziś dzieli się na części nazwane od dawnych właścicieli. Z jej stromego, odsłoniętego południowego skraju startują paralotniarze.
Z tarasu Wachaty widać cały masyw, bo Ćwilin stoi osobno — odcięty od sąsiadów przełęczami, bez długiego grzbietu, który by go przedłużał albo zasłaniał. Ta odrębność kosztuje na podejściu: każde zaczyna się nisko, na przełęczy albo w dolinie, i nie ma na nim płaskiego odcinka, na którym dałoby się złapać oddech.